![]() |
|
Luźne przemyślenia |
Pieszy się nie cieszy, pieszy się nie pieści 2009-10-16 14:14:43
Wczoraj był najwyraźniej Dzień Globalnego Eksperymentu Ekskrementalnego. Najpierw jakis kreatywny kierowca postanowił ochlapać wszystkich pieszych czekających na zmianę świateł przy skrzyżowaniu Racłowickiej z Wołosko, w tym mnie. Uskoczyłam gibko chyżo w tył, co pozwoliło mi uniknąć większych plam na froncie, ale za to wylądowałam centralnie w promieniście rozchodzącym się pawiu. skomentuj (0) Śnięty Minotaur 2009-07-14 13:28:03
Śniło mi się, że w moim pokoju jest Minotaur. Kiedy próbowałam wejść do środka (wyposażona w wałek kuchenny, pistolet gazowy oraz maczetę), okazało się, że zwiał, a na podłodze został dywan z narysowanym na nim labiryntem. skomentuj (1) Czerwiec wnerwiec 2009-06-13 23:30:02 W myśl zasady: " a woman must have money and room of her own if she is to write fiction" uprzątnęłam biureczko [zamaszystym ruchem zrzucając z niego książki, notatki oraz pokaźną kolekcję nikomu niepotrzebnych długopisów], wyciągnęłam szufladę, [zamaszystym ruchem wywalając na podłogę całą zawartość: od kogucików na druciku po stare faktury, w dodatku bardzo nie moje] i, śródy tego pobojowiska, pozwięłam trudną decyzję powrotu do pisania magisterki. Przy tym moim zegnijkark biurkiem. Na skrzywsięesowato krzesełku. W świetle wieleniedajęaleładniezdobię lampy. Virginia powinna dodać jeszcze, że kobieta must wenę mieć, bo ani biureczko, ani stała praca nie zapładniają jakoś mojej wyobraźni. Może nie mają czego? Ostatnie tygodnie były dla mnie jakimś nieznośnym powrotem do siebie sprzed wielu, wielu lat, kiedy to człowiek reagował irracjonalnie w obliczu towarzyskich zagęszczeń atmosfery. Teraz zaś wracam do siebie w czasie rzeczywistym, stąd cała ta akcja z biurkiem, wywalanie bebechów (biurka) oraz żywienie nadziei. Właśnie, własnie. Mam wrażenie, że żywię nadzieję jakimiś odpadkami, bo mi wcale nie chce róść. Czym żywić nadzieję, żeby nie opadła? Wróćmy jeszcze na chwilę do biureczka - postęp technologiczny, a więc pojawienie się w mojej zagrodzie laptopa, skutecznie uniemożliwił mi zastosowanie całego asortymentu pisarskich t(r)ików: gryzienia nasadki długopisu, darcia kartek papieru i rzucania nimi (niecelnie) do kosza, do tego wszystkiego mały metraż mojego pokoju uniemożliwia mi zarzucanie na ramiona płaszcza Konrada. Znaczy, zarzucać nim sobie mogę, ale grozi to zahaczeniem o lampę (i wtedy płaszcz rozdziera się jak na romantyczny łach przystało), albo zrzuceniem z hukiem kolekcji owieczek, które, nie wiedzieć czemu, ciągle dostaję. Same więc widzą, przeszkód a przeszkód na tej mojej fikcyjnej pisarskiej drodze. Jakby ktoś nie załapał: chodzi o magisterkę, która, tak, nie bójmy się tego słowa, będzie czystą fikcją, nie poświadczoną merytorycznie żadnymi mądrymi lekturami, bo ich, cholera jasna, w moim temacie nie ma! O, nie. Antyradio po genialnym (powtarzam: genialnym) koncercie grupy Fishbone, której postanowiłam właśnie zostać dozgonną fanką, zdecydowało się nadać wiązankę moich najbardziej żenujących hitów. Idę do biureczka ratować własną godność. Bo, czym warto zakończyć notkę tę, nadal piszę siedząc na łóżku. Mimo biureczka. skomentuj (0) Mały rzecz, a cieszy 2009-05-07 12:08:27 Ostatnio desperacko potrzebuję w moim życiu jakiś przejawów absurdu, ironii losu, albo chociaż zwykłej złośliwości rzeczy martwych. Może wynika to z faktu, że należę do osób, które od ciętych kwiatów wolą cięte riposty, albo też jest to reakcja na dziwne, odmienne stany świadomości, w jakie wprawiają mnie ostatnie, nazwijmy to, koedukacyjne konfrontacje. Otóż w skrócie: najchętniej gapiłabym się w okno i egzaltowała tekstami grupy Lipali. Nie jest dobrze. Żeby jakoś odciążyć zajętą głowę (a powinna być zajęta wyłącznie kwestiami partytury współczesnej, teatru instrumentalnego oraz fraktalnej budowy siatki dialogowej u Schaeffera), pan Darcy prawie codziennie aplikuje sobie bieganko, które, w teorii, ma dostarczyć odpowiedniej dawki dotlenienia mózgu i mięśni, a co za tym idzie – utlenienia krążących po organizmie głupstewek i wydalenia ich jako zbędnych produktów przemiany materii. Czy cały mechanizm działa, poinformuję mniej więcej za miesiąc, a póki co, los odpowiedział na wezwanie i zaserwował mi scenkę, która wprawiła mnie w szampański (nie: szympański) nastrój i nadal czyma. Otóż biegłam sobie spokojnie moją półgodzinną trasą to zwiększając, to zwalniając tempo, kiedy nagle, w perspektywie, zobaczyłam panią z pieskami. Dwoma. Każdy z piesków był na dwumetrowej smyczy, dzięki czemu mogły sobie bezkolizyjnie obsrywać dwa równoległe trawniki, a naprężona smycz, łącząca panią z pieskiem, skutecznie blokowała ruch pieszy i bieżny. Zanim zdążyłam pomyśleć o tym, że trzeba będzie jakoś to ominąć, a więc opcjonalnie: pobiec trawnikiem i, opcjonalnie, wpaść w kupsko jednego z psów, albo przeskoczyć naprężoną smyczkę jak te murzynki na filmach, które w rytm piosenek skaczą na skakance, ktoś mnie ubiegł. Otóż przede mną pojawił się elegancki i dystyngowany pan w garniturze i z teczuszką, po czym, bez żadnych uprzedzeń, z gracją przeskoczył przez smycz, co spowodowało, że pies się bardzo przestraszył, a pani zdziwiła. I teraz: cała ta sytuacja, opisywana rozwlekle, z pewnością nie bawi. Ale trzeba było tam biec z mroczkami na oczach i potem zalewającym oczy, widzieć minę pani albo ów podskok krawaciarza, żeby docenić owe sytuacyjki, chaotycznie podrzucane nam przez los akurat w tym momencie, kiedy ich najbardziej potrzebujemy.
Czy ktoś jeszcze pamięta pana Gotyk Mrok Gdzie Moje Czarne Cienie? Spieszę nadmienić, że moja afektacja przeszła mi bezpowrotnie, kiedy, zupełnie niechcący, skonfrontowałam jego piosenkę ze starym przebojem Sweet Noise. Brzmią bliźniaczo, kserobojom dziękujemy, do muzyków nie wzdychamy. Tyle na ten temat.
No, do muzyków nie, ale do muzyki – tak. Teraz przyszła pora na Alter Bridge. Co oznacza, że naprawdę już po mnie. skomentuj (3) Fajum fajne jest 2009-04-24 14:06:02 Jestem tak zmęczona (przesilona niezmierzeniem sił na zamiary?), że zamiast cieszyć się na ten przykład bujnym pięknem przyrody otaczającej, albo, na przykład, cieszyć się wygraną w pięknym stylu, wlepiam wzrok w ekran stosunkowo bezmyślnie. Natrafiłam na przykład na bardzo ucieszny komentarz (niewykluczone, że śmieszy tylko mnie - nie pierwszyzna) w prasie elektronicznej "Naukowcy odkryli wspaniałe mumie z Fajum". No i teraz mam zagwozdkę. No bo. O co chodzi z tą wspaniałością mumii, że co, że są wspaniale wysuszone? Ogromne? Mają wspaniałe braki w uzębieniu? Są wspaniale upiorne? Wspaniale widać im przez nos wnętrze mózgoczaszki? Może zamiast tak bezsensownie gdybać wystarczyłoby przeczytać po prostu artykuł i nie spędzać czasu na jałowych rozmyślaniach, ale... jestem tak zmęczona (przesilona niezmierzeniem.....) Chciałabym się zakochać na wiosnę, ale jedyna miłość jaka mi na razie wychodzi, to, ekhm, ciasna, ale własna. skomentuj (3) Darujcie, lecz ja truć będę 2009-03-23 22:01:52 Właśnie dostałam zadanie, które, jeśli jakimś cudem wykonam je pomyślnie, powinno mi chyba zapewnić członkostwo w klubie MENSA. Honorowe. Zastanawiam się, co mnie jeszcze czeka, drogi pamiętniczku, na tej mojej ścieżce - ekhie - kariery. Szachy z Kasparovem? Polemika z Hawkingiem na temat czarnych dziur? A może ten, hobbistycznie rozwiążę kod sobie Enigmy, hm? skomentuj (0) Bić albo nie bić, kwestia jest oto taka 2009-03-22 23:24:50
I jak tu spojrzeć prawdzie w oczy, kiedy ta odwraca wzrok? skomentuj (0) |
2009 |